Towarzystwo Urbanistów Polskich

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
News > Aktualności > Siła spokoju (na marginesie dyskusji o klimacie i pandemii) - Felieton B. Kolipińskiego

Siła spokoju (na marginesie dyskusji o klimacie i pandemii) - Felieton B. Kolipińskiego

E-mail Print PDF
There are no translations available.

W licznych ostatnio artykułach i wypowiedziach za pewnik przyjmuje się twierdzenie, że po pandemii nic już nie będzie takie, jak było. A co będzie? - tego autorzy jeszcze nie wiedzą, ale na pewno będzie inaczej. Gdybym był czepliwy (a chyba jestem), to bym się zapytał, czy przed pandemią nic się zmieniało i wszystko było po staremu? Ale darujmy sobie złośliwości. W końcu każda okazja jest dobra, by zastanowić się nad wyzwaniami przed jakimi stoją miasta  w dobie zmian klimatycznych i pandemii. Odpowiadam więc na apel jednego z kolegów-autorów i wchodzę do dyskusji z kilkoma  uwagami na marginesie tego megatematu.

Po pierwsze, słuszny  apel, aby dyskusję rozpocząć od "całościowej refleksji i szerszego naświetlenia problemu" nie powinien być - wbrew rozpowszechnionemu zwyczajowi - rozumiany jako łączenie wszystkiego ze wszystkim: epidemii, kapitalizmu, globalnego ocieplenia nierówności społecznych, dyskryminacji, feminizmu, betonozy, kryzysu demokracji, rozlewania się miast etc.  Chodzi mi o powagę dyskusji, która niechybnie będzie narażona na szwank, jeśli wszystkie zjawiska i  bolączki miejskie zaczniemy wrzucać do jednego worka, nie zważając na zachodzące między nimi związki przyczynowo-skutkowe. Taki pseudoholizm spowoduje wprawdzie poszerzenie pola dyskusji, tyle że będzie ona trudna  do sensownego ogarnięcia.

Po drugie, jest oczywiste, że w rozważaniach o współczesnych problemach urbanizacji musi być niemała doza niepokoju.  Ale  sposób, w jaki o tym się mówi i pisze, zwłaszcza w mediach, oczywisty nie jest. Te apokaliptyczne wizje zatopionych  miast i wysuszonych kontynentów, te tytuły: "Szczyt ostatniej szansy"' "Rozmowy o końcu świata",  "Ocieplenie niesie śmierć", to wycie syren z okazji międzynarodowej konferencji klimatycznej - to jest  wytwarzanie atmosfery strachu.  Kiedy ogłasza się globalny alarm a emocje zagłuszają argumenty, to nie ma warunków do spokojnej dyskusji o przyczynach zagrożeń i możliwościach ich neutralizowania  "tu i teraz". Wszystko jest jasne! Nie czas żałować róż .... trzeba ratować planetę. Ale jak, gdzie?

Do czego może prowadzić taka mieszanina strachu i bezradności pokazują losy bohatera reportażu w "GW". Młody człowiek, przerażony nieuchronnością katastrofy klimatycznej, przerywa naukę i przyłącza się do Extinction Rebelion żeby walczyć z toksycznym systemem, czyli... kapitalizmem i patriarchatem. Chyba nikt mu nie powiedział, żeby zaczął od posprzątania własnego pokoju.

Uwaga trzecia. Jest poza dyskusją, że problemy miast w dobie zagrożeń epidemiczno-klimatycznych muszą być rozwiązywane na płaszczyźnie politycznej. To, jakie  będą   cele polityk miejskich i plany zagospodarowania,  zależeć będzie od sposobu sprawowania władzy. A z tym nie jest najlepiej; niektórzy mówią wręcz o kryzysie demokracji. Pojawiają się więc różne pomysły na zmianę tego stanu rzeczy: prawo do miasta, kontrurbanizm, demokracja deliberatywna, obywatelskie nieposłuszeństwo etc.  Wszystkie te koncepty są pochodzenia  lewicowo-postępowego, czemu nie można się dziwić, bo jak świat światem, to z tej strony sceny politycznej wysuwane są hasła sprawiedliwości, równości i postępu. Co więcej,  lewa strona zdominowała również problematykę ekologiczną (nb. za "kapitulancką" zgodą prawej strony, która wygodnie dla siebie uznała, że zagrożenia środowiskowe są głównie wymysłem lewicowej młodzieży).

To, że tak jest, nie znaczy, że tak ma być. W dyskusji o przyszłości miast powinny być reprezentowane różne opcje poglądy i  polityczne.  Osobiście i w szczególności chciałbym się upomnieć o miejsce w niej dla idei konserwatywnych (tylko bardzo proszę nie kojarzyć tego pojęcia z żadną działającą w Polsce partią, a zwłaszcza z tą, która za taką się uważa). Postuluję o to bez obaw, bo konserwatyzm nie jest ideologią nastawioną na systemową zmianę świata i poprawiania ludzkiej natury, a więc groźny nie jest. A może się przydać. Tak jak układ hamulcowy w rozpędzonym i niewiadomo dokąd zmierzającym pojeździe Bo konserwatyzm to postawa, która  przedkłada ewolucję nad rewolucję, która ceni tradycję i ciągłość instytucji, która polega na przywiązaniu do tego, co się ma i na troszczeniu się o to,  która wierzy w postęp w nauce, ale nie wierzy w "postępowe miasta". Bo konserwatyzm to zdrowy rozsądek i siła spokoju, płynąca m.in. ze świadomości, że przekształcenia urbanistyczne są procesami długiego trwania - nie jedno da się więc przeczekać.

A co z wyzwaniami klimatycznymi? Otóż postawa  konserwatysty względem środowiska jest postawą "pracowitego ogrodnika" (Chantal Delsol), który posadzi trawę, przytnie pędy i wykopie oczko wodne. Ale gdy po pracy zasiądzie do obiadu, to nie chciałby, żeby ktoś mu wyliczał, jaki ślad węglowy zostawia jego ulubiony kotlet. Bo wtedy może stracić spokój.

 

Logowanie

Zalogowani użytkownicy uzyskują dostęp do nowych pozycji w menu i kalendarium, a członkowie TUP mają możliwość pisania artykułów na stronie